Harry /
- Doktorze czy wszystko już ze mną dobrze ? - Dopytywałaś się jeszcze bardziej.
- Pani stopy nie były w najlepszym stanie, chcieliśmy już je amputować. Jednak potem polepszyło sie pani i stopy wracają do normalnego koloru. Ale nie będzie mogła pani chodzić przez dobre 3 tygodnie.
Popatrzałaś na rękę, była w gipsie. Nawet nie pamiętasz czy ją połamałaś czy nie. Drugą ręką pogładziłaś się po głowie. Bandaż. To chyba o tego że wtedy uderzyłaś się w głowe.
- Na pewno nic mi już nie jest ? Mam rękę w gipsie i głowę w bandażu.
- Musiała się pani uderzyć głową w coś ciężkiego. A ręka ? Jest połamana, ale to przecież nie jest żadna choroba, będize musiała go pani zdjąć po 2 miesiącach.
- Dobrze ...
Lekarz wyszedł a ty nawet nie wiedziałaś w jakim szpitalu jesteś, w jakim mieście.
Przez cały dzień myślałaś tylko o Harry'm, o jego nieziemsko zielonych oczach.
Do pokoju weszła pielęgniarka z kolacją dla ciebie.
- Przepraszam, czy mogłabym skorzystać z jakiegoś telefonu ?
Pielęgniarka spojrzała na mnie z opieką.
- Za chwilę przyniosę telefon. Proszę poczekać.
Po chwili przyszła i podała ci telefon.
Przymrużyłaś oczy i powiedziałaś troche wstydliwie :
- Jak nazywa się ten szpital ?
- [ Nazwa Szpitalu ]
- Dziękuje.
~
*Oczami Harry'ego*
Odebrałem telefon.
- Harry ? - Usłyszałem głos [T.I].
- O matko [T.I] ?! Dzięki Bogu ! Co się z tobą działo ? Gdzie ty jesteś ?
- Umm .. Jestem w szpitalu [N.S]
- Już tam jade ! - Rozłączyłem się i ubrałem kurtkę.
- Gdzie idziesz ? - Zapytał Niall.
- [T.I] ! Ona jest w szpitalu.
Chłopcy siedziący na kanapie teraz zerwali się i ubrali kurtki.
Wsiedliście do samochodu Lou i jechaliście dosyć szybko.
Wytłumaczyłem Louis'owi gdzie znajduje się owy szpital.
Dojechaliśmy w pół godziny, a ja całą drogę tylko cieszyłem się i wołałem na całe auto jak bardzo kocham [T.I] w nadzieji że to usłyszy.
Pod szpitalem byłem tak bardzo ucieszony że chciało mi sie skakać z radości. Wpiegłem do szpitala i zapytałem się gdzie leży [T.I]
- Sala numer 69.
Zacząłem się śmiać i pobiegłem do sali. 69.
Wpadłem do sali i powiedziałem :
- Ahh .. 69 . Moja ulubiona liczba !
- Co ci przyszło do głowy z tą liczbą ? - Usłyszałem słabiutki głos [T.I]
- Hmm .. może dlatego że moja największa miłość leży w sali 69 !
Podeszłem do [T.I] , ten bandaż na głowie, ta ręka w gipsie.
Zrobiło mi się od razu smutno.
- Co oni ci zrobili ? - W moim oku zaczęły zbierać się łzy.
- Wszystko jest w porządku ...
- Przecież widze że nie !
Byłem zły na siebie że pozwoliłem iść jej tam samej ..
*Oczami [T.I]*
Harry był zły.
Ale nie na ciebie, na Kamila.
- Przepraszam ...
Przeprosiłaś chodź sama nie wiesz za co.
- Nie, to nie twoja wina.
Podszedł do ciebie jeszcze bliżej i pocałował czule.
- Co oni Ci dokładnie zrobili ?
Zaczęłaś opowiadać Harry'emu wszystko po kolei.
Słuchał cię z uwagą.
Dopiero wtedy gdy skończyłaś Harry powiedział :
- Nie powinienem cię tam puszczać .
- Nic się nie stało. Możemy o tym nie gadać ? Chcę o tym zapomnieć.
- Dobrze ..
- Gdzie są chłopcy ?
- Umm .. Chyba czekają na korytarzu.
- Czemu nie wejdą ?
Zaraz napiszę kolejną, prawdopodobnie ostatnią :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz